Aktualności
V Niedziela Wielkanocy
„Droga wśród żywych kamieni”
Wsłuchujemy się dziś w słowa, które Jezus kieruje do zalęknionych serc apostołów. To słowa pocieszenia w godzinie rozstania: „Niech się nie trwoży serce wasze. (…) W domu Ojca mego jest mieszkań wiele”. Ale w tej intymnej rozmowie pada również niepokojące pytanie, które jest chyba najgłębszym wołaniem naszej epoki. Tomasz, człowiek konkretu, mówi: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”.
Żyjemy w świecie obsesyjnie poszukującym dróg. Mamy nawigację satelitarną, która pokazuje nam najkrótszą trasę. Mamy ścieżki kariery, mapy rozwoju duchowego i psychologiczne poradniki – wszystko to obiecuje nam doprowadzenie do celu bez trwogi. A jednak trwoga serca nie znika, bo zagubienie nie leży w braku mapy. Leży w braku relacji. Odpowiedź Jezusa nie jest udzieleniem współrzędnych. Jest objawieniem Osoby: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”.
To fundamentalne przesunięcie akcentu. Dla chrześcijanina droga nie jest abstrakcyjną ideą, systemem etycznym czy zbiorem rytuałów. Drogą jest konkretne Ciało – najpierw Ciało Chrystusa, a potem, jak pokazuje nam św. Piotr i Dzieje Apostolskie, Jego mistyczne Ciało, Kościół. Problem w tym, że my często szukamy drogi do Boga omijając Kościół, bo widzimy w nim instytucję, a nie żywy organizm. Tymczasem dzisiejsze czytania brutalnie, ale i pięknie, konfrontują nas z prawdą: Kościół jest materialnością drogi. Jest przestrzenią, gdzie Słowo staje się ciałem, a prawda staje się życiem.
Przyjrzyjmy się kamieniom. Św. Piotr w swoim liście mówi o Chrystusie jako „żywym kamieniu, odrzuconym przez ludzi, ale u Boga wybranym”. I natychmiast dodaje, że wy – wierzący – również jesteście „żywymi kamieniami”, z których buduje się duchowa świątynia. To niezwykła wizja! Nie jesteśmy martwym budulcem, ułożonym jeden na drugim w sztywnej hierarchii. Jesteśmy żywymi kamieniami, co oznacza, że Kościół jest dynamiczny, organiczny, pulsujący życiem samego Boga. Myli się ten, kto szuka drogi poza tą budowlą. Myli się też ten, kto traktuje tę budowlę jak martwy monument muzealny.
I tu dochodzimy do kluczowego, często źle rozumianego momentu z Dziejów Apostolskich. Helleniści szemrzą przeciwko Hebrajczykom, że zaniedbuje się ich wdowy przy rozdawaniu jałmużny. Zauważmy reakcję Apostołów. Nie mówią: „To nie nasz problem, mamy ważniejsze sprawy”. Nie bagatelizują materialnej troski. Mówią: „Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły”. Powołują diakonów.
Bracia i siostry, czy nie jest tak, że nasza wiara często trwoży się, jak Tomasz, bo rozdwoiliśmy to, co Jezus złączył? Filip mówi: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. My też mówimy: pokaż nam Boga bez pośrednictwa, bez cierpień, bez materialnych trosk Kościoła – wystarczy nam duchowe uniesienie. Ale Jezus strofuje: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”. Boga widzi się wyłącznie w ciele. Widzi się Go w tym konkretnym, ułomnym, ale żywym Kamieniu Węgielnym.
A gdzie my dzisiaj możemy dotknąć tego Ciała Zmartwychwstałego? W tym zgromadzeniu. Jako żywe kamienie tworzymy przestrzeń, w której Bóg daje się widzieć światu. To jest prawdziwy „dom Ojca”, o którym mówi Jezus – nie tyle geograficzne niebo, co przestrzeń życia w Ojcu przez Chrystusa.
I właśnie dlatego słyszymy dziś jedną z najbardziej zaskakujących obietnic Pisma: „Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni”. Większe od uzdrowień i wskrzeszeń? Czy to nie bluźnierstwo? Nie, jeśli zrozumiemy owo „większe”. Dzieło Jezusa na ziemi, Jego ziemska droga, ograniczone było do jednego miejsca i czasu. Naszym dziełem, dziełem Kościoła – Domu Ojca – jest rozszerzenie tej obecności na cały świat i wszystkie czasy. Gdy wyciągamy rękę do zaniedbanych wdów naszych czasów – samotnych, nienarodzonych, odrzuconych – dokonujemy dzieła większego objętością, bo Duch Święty rozlewa miłość Chrystusa w historii powszechnej.
Mamy być wspólnotą, w której nie tylko się mówi o Drodze, ale się nią staje dla innych. Mamy być świątynią nie z zimnego marmuru, ale z ciepłych, żywych serc. Mamy być miejscem, gdzie Tomasz słyszący sprzeczne informacje, zobaczy prawdę; gdzie Filip spragniony wizji, doświadczy dotyku Bożej miłości.
Nie lękajcie się więc. Trwoga serca ustępuje, gdy przestajemy szukać drogi jako zewnętrznego GPS-u, a zaczynamy nią być – razem, jako Ciało Chrystusa, karmiąc się Jego Prawdą i dzieląc się Jego Życiem. Wtedy naprawdę idziemy do Ojca. Amen.



