Aktualności
Wielki Czwartek
Wielki Czwartek
„To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech,
To nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech,
To nie gwoździe Cię trzymały, lecz mój grzech,
Choć tak dawno to się stało - widziałeś mnie"
Święte Triduum Paschalne, trzy święte dni; Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty i Niedzieli nie mają sobie równych ani w liturgii Kościoła, ani w całej historii ludzkości. Dni w których Bóg postanowił pokazać, jak bardzo „oszalał z miłości” do człowieka. Jak mówi św Paweł: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.” (Flp 2,6-8)
Wielki Czwartek
Wieczernik dla nas, chrześcijan, to jedno z miejsc najświętszych. To pierwsza Msza Święta, pierwsze tabernakulum, pierwsza komunia, pierwsze święcenia kapłańskie. Chrystus w Wieczerniku uczy nas miłości nie tylko przez umycie nóg apostołom, słowa zachęty, ale przez czyny, których dokonał.
Dzień ustanowienia dwóch sakramentów; Eucharystii i kapłaństwa. Dzień najwspanialszych prezentów, jakie Bóg postanowił zostawić swojemu ludowi.
Oto jesteśmy w Wieczerniku. Jest Wielki Czwartek. Chrystus bierze do rąk chleb i mówi: „To jest Ciało moje". Bierze do rąk wino i mówi „To jest moja Krew". Jesteśmy świadkami cudu przemiany. Chleb i wino, posłuszne słowu Boga, stają się Eucharystią. Pomyślmy: chleb i wino, ciała materialne, wszechświat cały - posłuszne są woli Bożej. A tymczasem człowiek może Boga nie posłuchać, może postąpić wbrew Jego woli. Właściwie wszystko, co człowiek Bogu ofiaruje wcześniej od Niego otrzymał - zdrowie, siły, pieniądze czy zdolności. Jedno tylko może ofiarować Bogu całkiem od siebie. Może uznać Jego władzę na sobą i klęknąć w pokornej modlitwie.
„Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?” Czy rozumiecie, co wam daję? Czy rozumiecie, że tylko ten, „kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne?” (Jan 6:54). A my tak łatwo dyspensujemy się od uczestnictwa w Eucharystii, bo …. no właśnie, bo nie rozumiemy, bo nie pojmujemy, bo jesteśmy ślepi i głupi, i mamy tyle ważniejszych spraw na głowie. Ileż czasu, wysiłku, energii i pieniędzy poświęcamy życiu i zdrowiu doczesnemu, a jednocześnie tak niewiele robimy dla życia wiecznego. Ileż czasu, wysiłku, pieniędzy poświęcamy pięknemu wyglądowi; gimnastyka, zdrowa dieta, operacje plastyczne, kosmetyki, a jednocześnie tak bardzo lekceważymy nasze zdrowie duchowe i życie wieczne?
Wyobraźmy sobie wspólną modlitwę Chrystusa z Apostołami w Wieczerniku. Nie znamy jej szczegółów, ale na pewno była niezwykła, bo przecież niezwykli byli to ludzie, czas i okoliczności. Pomyślmy co musiał czuć wtedy Judasz. Być może w ogóle się nie modlił. Jak mogłaby wyglądać taka modlitwa na krótko przed zaplanowaną zdradą Mistrza: „Ojcze, idę zdradzić Twojego Syna." Czy tak? Być może było inaczej. Może Judasz, aby nie zdradzić się przed swymi towarzyszami, poruszał wargami, szepcząc słowa modlitwy. Tylko, że to nie była modlitwa miła Bogu. Dotykamy pierwszego problemu. Do prawdziwej modlitwy zdolny jest tylko człowiek, który pragnie swoje życie prowadzić po Bożemu.
Po słowach przeistoczenia Chrystus mówi do uczniów:
„Jeden z Was Mnie zdradzi." Wyobraźmy sobie zdziwienie, zakłopotanie, protesty uczniów. Popatrzmy dziś ze św. Mateuszem na ucho św. Piotra. Jak jego ucho odbiera Boże słowo? „Wówczas Jezus rzekł do nich: „Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei”. Odpowiedział Mu Piotr: „Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię." I słowa Chrystusa: „Zaprawdę powiadam Ci, jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz". „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie"
Widzimy człowieka, który mówi Bogu, że nie ma racji. „Panie, Ty się mylisz, ja wiem lepiej, co zrobię" - zdaje się mówić św. Piotr. Ale czyż i my tak nie mówimy? Czyż nie wmawiamy nieraz Bogu, że On nie ma racji. Panie Tyś powiedział „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił". No cóż - ale ja mam ważniejsze zajęcia: dłuższy sen, spacer, odwiedziny przyjaciół, ważny wyjazd. Cóż - Ty, Panie Boże, musisz poczekać. I nie masz racji, że Cię lekceważę, niepotrzebnie się tak przy tej Mszy św. upierasz. Nie, Panie. Ty nie miałeś racji, gdy powiedziałeś: „nie kradnij" i „cóż za korzyść odniesie człowiek choćby cały świat zyskał n na swej duszy szkodę poniósł".
Nie masz. Panie Boże, racji. Życie rodzinne, małżeńskie - że niby coś tam też ma być grzechem -przecież dobre jest tylko to, co mi bez trudu przychodzi. Nie masz Panie Boże racji.
To drugi powód nieskuteczności modlitwy - gdy człowiek bardziej usiłuje pouczać Boga, aniżeli go posłuchać.
„Usiądźcie tu. Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił". Jakże często zapominamy o tych słowach Zbawiciela.
Zwróćmy Bracia Wielkiego Siostry na naszą postawę na modlitwie. Uczestnicząc we Mszy św. zajmujemy któreś z miejsc za stołem, przyjmujemy jakąś postawę. Czy zastanawiałem się może kiedyś jaką? Czy jest ona taka, jaka być powinna? A może wreszcie przyszedł czas, aby coś zmienić w swoim przeżywaniu Najświętszej Ofiary.
Codzienny pośpiech, mnóstwo zajęć, problemy, z którymi się borykamy - to wszystko trzeba odłożyć, jeżeli chcemy dobrze się modlić. Owszem, Bogu miła jest nasza praca, nasz wysiłek ofiarowany Bogu w formie modlitwy - ale właśnie Chrystus modlący się w odosobnieniu, przypomina nam o potrzebie i takiej modlitwy.
Modlitwa Chrystusa w Getsemani nie była łatwa. W zasadzie wszystko ją utrudniało: zmęczenie, lęk przed tym, co ma nastąpić, z pewnością nie nastrajały do modlitwy. Chrystus modlący się w Ogrójcu uczy nas, abyśmy z modlitwą nie czekali na bardziej sprzyjające warunki, na lepszy nastrój. A my często tak postępujemy. Dzisiejszy człowiek zagoniony, zabiegany z trudnością tylko zdobywa się na nastrój do modlitwy. Bóg nie nas czyni odpowiedzialnymi za nastrój. Przeciwnie. To właśnie On wywołuje podczas modlitwy ważny dla mnie nastrój. My tylko mamy Mu ofiarować w modlitwie nasz trud i wysiłek. Im więcej trudności doznajemy w modlitwie i w ogóle w praktykach religijnych - tym wartościowsza staje się modlitwa, gdyż więcej zawiera ona miłości do Boga, a miłość jest istotą modlitwy.
Ustanowienie w Wielki Czwartek Eucharystii i Sakramentu Kapłaństwa dla sprawowania Eucharystii stanowi największy i najważniejszy dar jaki Chrystus mógł pozostawić swojemu Kościołowi. Nie ma większego daru, nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie większej miłości ponad Miłość Boga, Który sam siebie daje na pokarm, a dla zapewnienia że Pokarm ten będzie stale osiągalny ustanawia Sakrament Kapłaństwa.
Przez Eucharystię sprawowaną w Wielki Czwartek Chrystus włącza nas w sposób bezkrwawy w to, co dokonało się w sposób krwawy w Wielki Piątek w czasie męki i śmierci.
Chrystus włącza nas w swoją odwieczną Ofiarę– Dziękczynienie jakie On sam składa za nas Ojcu Przedwiecznemu.
I to dokonuje się w każdym kościele i za każdym razem kiedy kapłan wypowiada słowa konsekracji: „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, to jest Ciało moje.” Ale to nie kapłan swoją mocą dokonuje tego cudu, to nie ksiądz mocą swojego autorytetu dokonuje przeistoczenia chleba w Ciało Pańskie i wina w Krew Przenajświętszą … Żaden człowiek nie ma takiej mocy. Tego dokonuje sam Bóg, Jezus Chrystus, Który nakazał „To czyńcie na moją pamiątkę”.
św. Jan Maria Vianney powiedział: „Gdyby dobrze zrozumiano, kim jest kapłan na ziemi, można by umrzeć nie z przerażenia, lecz z miłości. Kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego.”
W Dniu Kapłańskim, jakim na pewno jest Wielki Czwartek -próbując sobie uświadomić jak wielki dar otrzymaliśmy w Eucharystii- módlmy się za kapłanów i o świętych kapłanów, aby nigdy nie zabrakło tych, którym Chrystus powierzył sprawowanie największego cudu, CUDU EUCHARYSTII.



