Aktualności
XIX Niedziela Zwykła
Gdybyśmy mieli opisać dzisiejsze czytania jednym słowem, byłoby to słowo: kryzys.
Eliasz jest w kryzysie. Prorok, który przed chwilą wygrał spektakularny pojedynek z kapłanami Baala, teraz ucieka przed gniewem królowej Jezabel. Jest wyczerpany, przerażony, siedzi w grocie i chce umrzeć. Mówi: „Wystarczy, Panie, weź moje życie”.
Piotr jest w kryzysie. Znajduje się w łodzi, w środku nocy, miotany falami. Kiedy widzi Jezusa, myśli, że to duch. Kiedy próbuje iść po wodzie – tonie.
Święty Paweł jest w kryzysie. W liście do Rzymian pisze o „wielkim smutku i nieprzerwanym bólu”. To nie jest język triumfalizmu. To język człowieka, który kocha, ale widzi, jak jego bliscy oddalają się od Boga, i czuje się bezsilny.
My, dorośli ludzie, znamy ten język. Nasza wiara rzadko jest pasmem sukcesów. Częściej jest zmaganiem się z wiatrem przeciwnym, z chorobą, z trudnymi decyzjami, z ciszą Boga, gdy modlimy się o coś ważnego. I właśnie dlatego dzisiejsza liturgia jest tak ważna. Pokazuje nam Boga, który nie działa tak, jak się spodziewamy, i wiarę, która nie polega na byciu niezatapialnym.
Spójrzmy najpierw na Eliasza. Prorok czeka na Boga. Co robi Bóg? Przychodzi wiatr gwałtowny, trzęsienie ziemi, ogień. Ale w Piśmie Świętym pada dziwne zdanie: „Pan nie był w wichurze… Pan nie był w trzęsieniu ziemi… Pan nie był w ogniu”.
Gdzie był Bóg? W szmerze łagodnego powiewu.
My, dorośli, jesteśmy uzależnieni od hałasu. Myślimy, że Bóg musi uderzyć gromem, żebyśmy Go zauważyli. Że cud musi być spektakularny: nagłe uzdrowienie, cudowne rozwiązanie problemu finansowego, nagła zmiana serca bliskiej osoby. A gdy to nie nadchodzi, myślimy: „Boga nie ma”.
Dzisiejsze Słowo mówi nam coś odwrotnego. Bóg nie jest w dramacie, który nas otacza. Bóg jest w ciszy, która jest w środku dramatu. Eliasz musiał wyjść z groty – ze swojej izolacji, ze swojego lęku – żeby usłyszeć ten szmer.
Pytanie do nas brzmi: Czy w naszym życiu jest miejsce na ciszę? Czy potrafimy wyłączyć telefon, wyłączyć gonitwę myśli, żeby usłyszeć ten „łagodny powiew”? Bóg nie krzyczy. On szepcze. Jeśli w Twoim życiu jest tylko hałas, Bóg może tam być, ale Go nie usłyszysz.
Przejdźmy do Ewangelii. Scena na jeziorze. Uczniowie są przerażeni. Jezus mówi zdanie, które jest kluczem do całej biblijnej teologii: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!”. W oryginale „Ja jestem” to imię Boga z Księgi Wyjścia. Jezus nie mówi tylko „to ja, Jezus z Nazaretu”. On mówi: „To Ja, Bóg, który jest z wami w tym chaosie”.
I tu pojawia się Piotr. Piotr jest jedynym, który ma odwagę wyjść z łodzi. Wszyscy inni siedzą w bezpieczeństwie statku. Piotr ryzykuje. I co się dzieje? Tonie.
Często kaznodzieje mówią: „Gdyby Piotr patrzył na Jezusa, nie zatonąłby”. To prawda. Ale jest druga prawda, o której rzadko mówimy: Piotr zatonął, a Jezus go nie odrzucił.
Jezus nie czeka na nas na brzegu, gdy już bezpiecznie dopłyniemy. On wchodzi w wodę, tam gdzie my toniemy. Pyta: „Czemu zwątpiłeś?”. To nie jest pytanie oskarżycielskie. To jest pytanie troski. „Dlaczego pozwoliłeś, by strach był większy niż moje słowo?”.
Dla wielu z nas wiara to walka z poczuciem winy, gdy „toniemy”. Gdy nie potrafimy się modlić, gdy wpadamy w złość, gdy brakuje nam sił. Myślimy, że wtedy Bóg się oddala. Tymczasem Ewangelia mówi: Właśnie wtedy, gdy krzyczysz „Panie, ratuj mnie!”, Jezus natychmiast wyciąga rękę.
Twoja wiara nie musi być chodzeniem po wodzie bez błędu. Twoja wiara może być krzykiem tonącego, który wie, do kogo woła. To też jest wiara.
Na koniec spójrzmy na św. Pawła. On nie idzie po wodzie, nie słyszy szmeru w grocie. On czuje ból. Mówi: „Wolałbym sam być pod klątwą… dla zbawienia braci moich”.
To dojrzałość duchowa, o której rzadko mówimy. Wiara dorosłego człowieka to nie tylko „Bóg da mi szczęście”. To także zdolność do współodczuwania bólu świata.
Czasem myślimy, że jeśli jesteśmy blisko Boga, to wszystko będzie łatwe. A tu Paweł, apostoł, męczennik, mówi o „nieprzerwanym bólu”.
Dlaczego to jest ważne? Bo legitymizuje Twoje cierpienie. Jeśli czujesz smutek z powodu dzieci, które odeszły od Kościoła, jeśli boli Cię stan świata, jeśli czujesz bezsilność – to nie jest znak, że Bóg Cię opuścił. To jest znak, że Twoje serce jest zgodne z sercem Chrystusa i Pawła. Bóg nie zabiera nam zawsze bólu, ale daje Siebie jako towarzysza w tym bólu.
Drodzy Przyjaciele,
W tym tygodniu możesz czuć się jak Eliasz w grocie – zmęczony i ukryty.
Możesz czuć się jak Piotr w łodzi – miotany falami problemów.
Możesz czuć się jak Paweł – z bólem w sercu o innych.
Niebanalność dzisiejszego przesłania polega na tym, że Bóg nie wymaga od Ciebie bycia bohaterem.
Nie wymaga, abyś zatrzymał wichurę.
Nie wymaga, abyś zawsze chodził po wodzie.
Nie wymaga, abyś nie czuł bólu.
Bóg czeka, aż wyjdziesz z groty lęku.
Bóg wyciąga rękę, gdy zaczynasz tonąć.
Bóg jest w ciszy, którą możesz usłyszeć, jeśli choć na chwilę zatrzymasz bieg.
Nie bój się swojej słabości. To właśnie w niej, w pęknięciach naszej codzienności, wschodzi światło „łagodnego powiewu”. I to właśnie tam, na wzburzonej wodzie Twojego życia, Jezus przechodzi, mówiąc: „Odwagi. Ja jestem”.






