Aktualności
XV Niedziela Zwykła
Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o ziarnie, które pada na różne rodzaje gleby. Część z niego pada na drogę i zostaje wydziobana przez ptaki. Część pada na grunt skalisty – wschodzi szybko, ale bez korzenia usycha w słońcu. Część pada między ciernie, które je zaduszają.
Kiedy słuchamy tej przypowieści, łatwo pomyśleć, że opisuje ona kogoś innego – ludzi obojętnych na wiarę, tych, którzy nigdy nie przychodzą do kościoła. A jednak jeśli spojrzymy uczciwie w głąb siebie, odkrywamy, że ta przypowieść mówi bardzo często o nas samych. My też słyszymy Słowo Boże, zachwycamy się jego mądrością, a potem – zaskakująco szybko – o nim zapominamy. Codzienne troski je zagłuszają, rozproszenia je wydziobują, a ono usycha w nas, bo nie zapuściło korzenia.
Ile zostaje po niedzieli?
Warto zadać sobie proste, ale niewygodne pytanie: ile ze Słowa, które słyszymy w niedzielę, zostaje z nami choćby do wieczora tego samego dnia? Potrafimy zapamiętać mnóstwo rzeczy, które naprawdę nas interesują – bo poświęcamy im uwagę, wracamy do nich myślami, rozmawiamy o nich z innymi. A Słowo Boże? Wchodzi jednym uchem, wychodzi drugim. Ptaki niebieskie je wydziobują, zanim zdążymy je choćby przemyśleć.
Dlaczego tak się dzieje?
Nie dlatego, że Słowo Boże jest mniej wartościowe niż wynik meczu. Dzieje się tak, bo nie dajemy mu miejsca, by zapuściło korzeń. Prorok Izajasz przypomina nam dziś, że słowo wychodzące z ust Boga jest jak deszcz i śnieg – nawadnia ziemię, sprawia, że wydaje ona plon. Ale deszcz, który spada na ziemię ubitą i twardą, po prostu spływa po niej, nie wsiąkając. Podobnie dzieje się ze Słowem Bożym, kiedy nasze serce jest zbyt zabiegane, zbyt hałaśliwe, zbyt stwardniałe od rutyny, by pozwolić mu się w nas zakorzenić.
Jezus mówi wprost o sercu, które słyszy, ale nie rozumie, patrzy, ale nie widzi – bo stwardniało i stępiało. To niepokojące słowa, ale warto je usłyszeć właśnie teraz, zanim znów wyjdziemy z kościoła i wrócimy do codziennych spraw.
Co możemy zrobić?
Nie chodzi o to, by czuć się winnym i zniechęconym. Chodzi o to, by zacząć coś zmieniać – małymi krokami. Można na przykład po Mszy świętej zadać sobie proste pytanie: co dzisiaj usłyszałem? Można zapisać jedno zdanie z czytań, które szczególnie mnie poruszyło. Można wrócić do niego wieczorem, zanim zaśniemy, i zapytać się, co ono znaczy dla mojego dnia. To niewiele, ale to właśnie taka uwaga sprawia, że ziarno zaczyna zapuszczać korzenie.
Święty Paweł mówi nam dziś, że całe stworzenie oczekuje objawienia się chwały, wzdychając jak w bólach rodzenia. Nasze serca też są w drodze – nie są jeszcze ziemią całkowicie żyzną, ale mogą się nią stawać, jeśli pozwolimy Słowu w nas wzrastać.
Zaorać drogę
Jest jeszcze jeden obraz, który warto tu dodać, bo pochodzi wprost z życia ludzi uprawiających ziemię. Ubita droga, po której chodzą ludzie i jeżdżą wozy, nie staje się żyzna sama z siebie – nawet najlepszy deszcz spłynie po niej, nie wsiąkając ani o centymetr głębiej. Rolnik, który chce coś na niej zasiać, musi ją najpierw zaorać. Musi wbić lemiesz pługa w grunt, który latami był ubijany krok za krokiem, i rozbić tę twardą skorupę, choćby ziemia stawiała opór.
To dokładnie to samo dzieje się w naszym wnętrzu. Serce nie staje się twarde od razu i nie zmiękcza się samo. Ubija je codzienny pośpiech, ubija je przyzwyczajenie do słuchania bez słuchania, ubija je tysiąc drobnych spraw, które przechodzą przez nasze myśli każdego dnia, zostawiając ślad jak koła wozu na drodze. Dlatego zanim Słowo Boże w ogóle będzie miało szansę wsiąknąć, potrzebna jest jakaś forma „orki” – chwila ciszy przed Mszą świętą zamiast pospiesznego wbiegania w ostatniej chwili, kilka minut wieczornego rachunku sumienia, w którym pytamy nie tylko o grzechy, ale o to, co Bóg chciał nam dzisiaj powiedzieć. Bez tej pracy nad sobą najpiękniejsze kazanie i najgłębsze czytanie spłynie po nas jak deszcz po ubitej drodze.
Zapytajmy się dziś szczerze: czy Słowo Boże nawodniło glebę mojego serca? Czy naprawdę je usłyszałem, czy tylko przeszło obok mnie, jak przechodnie po drodze? Prośmy Pana o uwagę i skupienie w słuchaniu Jego Słowa, byśmy nie byli jałowym polem, drogą, po której wszyscy przechodzą, ziemią wyschniętą – ale żyzną glebą, w której to Słowo wyda plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny, stokrotny.






