Aktualności
XXIII Niedziela Zwykła
Najłatwiejszą formą obojętności jest tak zwany „święty spokój”. Odwracamy wzrok, gdy ktoś obok nas niszczy swoje życie albo krzywdzi innych, bo wygodniej jest udać, że to nie nasza sprawa.
Bóg mówi dziś Ezechielowi wprost: jeśli widzisz człowieka zmierzającego w przepaść i milczysz, bierzesz na siebie współodpowiedzialność za jego upadek. To twarde słowa. Często wmawiamy sobie, że nieruszanie cudzych wyborów to wyraz wyrozumiałości. Ewangelia zdejmuje z tego zjawiska ładną maskę i pokazuje prawdę – to po prostu tchórzostwo oprawione w grzecznościowe zwroty.
Jezus daje nam jasną instrukcję. Najpierw rozmowa w cztery oczy. Bez świadków, bez publicznego dyktanda i niszczenia czyjejś reputacji. Święty Augustyn uchwycił sedno tej Ewangelii w prostym zdaniu: „Milcz z miłości i mów z miłości. Poprawiaj z miłości i oszczędzaj z miłości”. Między niszczącym hejtem a obojętnym milczeniem istnieje wąska ścieżka odpowiedzialności. Chirurg przykłada skalpel do ciała nie po to, by zadać ból, ale by wyciąć to, co zabija. Złodziej używa noża w zupełnie innym celu. Różnica leży w intencji. Upomnienie pozbawione miłości staje się zwykłą przemocą i budowaniem własnego ego na cudzej słabości.
Paweł Apostoł przypomina Rzymianom, że jedynym długiem, jakiego nigdy nie spłacimy do końca, jest wzajemna miłość. Zwrócenie uwagi drugiemu człowiekowi ma być spłacaniem tego długu, a nie zaspokojeniem naszej potrzeby posiadania racji. Kiedy wybieramy plotkę za plecami zamiast szczerej rozmowy twarzą w twarz, chronimy wyłącznie własny komfort. Woleliśmy zachować pozory relacji, zamiast uratować brata.
Chrystus obiecuje swoją obecność tam, gdzie dwaj lub trzej zgadzają się na ziemi. Zazwyczaj szukamy tej obietnicy w podniosłych momentach modlitwy, tymczasem On składa ją w kontekście trudnego budowania wspólnoty – takiej, która potrafi wybaczać, ale nie boi się stawać w prawdzie. Zmartwychwstały jest pośród nas nie po to, by głaskać nasze grzechy, ale by dawać odwagę do ratowania siebie nawzajem.






