Aktualności
XXVII Niedziela Zwykła
Ewangelia w moim życiu codziennym
Dzisiejsza Ewangelia zaczyna się od obrazu, który wydaje się bardzo piękny: gospodarz zakłada winnicę, otacza ją murem, wykopuje tłocznię, buduje wieżę, a potem oddaje ją rolnikom. Wszystko zostało przygotowane. Niczego nie zaniedbał. Podobny obraz znajdujemy w Księdze Izajasza: Bóg mówi o swojej winnicy i pyta z bólem: „Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej?”. I właśnie tutaj dotykamy pierwszej prawdy, która nie jest wygodna, ale jest niezwykle ważna dla naszego dorosłego życia: człowiek nie zaczyna od niczego. Zanim cokolwiek zbudowaliśmy własnymi rękami, otrzymaliśmy życie, zdrowie, czas, talenty, ludzi spotkanych na drodze, możliwości, których sami sobie nie stworzyliśmy. Otrzymaliśmy również wiarę, słowo Boże, sakramenty, Kościół, możliwość powrotu po upadku. Winnica jest więc obrazem naszego życia — życia powierzonego, a nie posiadanego absolutnie. Człowiek współczesny bardzo łatwo mówi: „To jest moje życie, będę z nim robił, co chcę”. Chrystus przypomina jednak, że życie jest rzeczywiście nasze, ale nie jesteśmy jego ostatecznymi właścicielami. Jesteśmy dzierżawcami. A dzierżawca ma prawo korzystać z winnicy, lecz ma także obowiązek wydać owoc.
Przypowieść o nieuczciwych i zbuntowanych dzierżawcach winnicy to oczywiście obraz samego Izraela i jego duchowych przywódców, którzy zbuntowali się przeciwko Bogu i odrzucili jego proroków i wysłanników, a nawet samego Syna Bożego. Może to być także obraz mojego własnego życia, w którym odrzucam prawa Boże i sam próbuję sobie rządzić po swojemu i według moich zachcianek i „widzimisię”, odrzucając Boże napomnienia i przykazania, „zabijając” Bożych wysłanników, i lekceważąc sobie nawet samego Syna Bożego.
Kiedy Jezus mówi o nieuczciwych najemnikach winnicy można to odnieść także do naszych społecznych i zawodowych relacji, do naszego życia i naszej pracy. Niestety słowa takie jak uczciwość, rzetelność, prawość, sprawiedliwość stają się coraz bardziej obce w naszej społecznej i zawodowej rzeczywistości. Można je znaleźć już tylko bardzo często w słownikach i to wyrazów obcych. Liczy się raczej chciwość, przebiegłość, pazerność, spryt, siła i efekciarstwo. Pracodawca, który jest uczciwy bardzo często jest posądzany o niezaradność i brak realizmu. Uczciwy i rzetelny pracownik to fajtłapa i niedołęga, nie umiejący dbać i walczyć o swoje. Relacje międzyludzkie stają się coraz częściej podobne do relacji w dżungli, gdzie tylko silniejszy i sprytniejszy ma szansę przeżycia. Ewangeliczni dzierżawcy winnicy nie liczą się z podpisaną przez siebie umową. Dla nich liczy się tylko szybki i spektakularny zysk. Dla niego są zdolni nawet zabić wysłanników. Niestety takie postawy w naszym życiu społecznym i zawodowym nie są rzadkością. Podpisane umowy się zrywa, słowo honoru i zawodowa uczciwość nie mają wartości, a wprost przeciwnie są wydrwione i ośmieszone.
Pracownik i jego dobro się nie liczą. Liczy się zysk i ekonomiczne prawa. Nie liczy się także bardzo często pracodawca i jego prawa. Okraść pracodawcę, sprytnie „przykombinować”, to nie grzech, to wyraz zaradności i inteligencji. Niestety zabory, dwie wojny światowe i prawie 50 lat komuny, kiedy niejednokrotnie, aby przeżyć trzeba było oszukiwać, okłamywać, być zaradnym i przebiegłym, zrobiły niemałe spustoszenia w naszej mentalności. I do dzisiaj nie umiemy się z tego wyzwolić. Ewangelia jest bardzo odległą od naszej rzeczywistości utopią, a życie jest trudne i rządzi się swoimi, twardymi prawami rynku, podaży i popytu.
Warto być może w kontekście dzisiejszej Ewangelii pomyśleć także o tym, jaki wpływ –tak naprawdę- ma Ewangelia na moje życie? Czy nie jest nadal tak, że wiarę „ubieram” w niedzielę, jak odświętne ubranie, a w życiu codziennym liczą się mnie zupełnie inne wartości i rządzą nim zupełnie inne, nie ewangeliczne normy?






