Aktualności
XXVIII niedziela Zwykła
Zaproszenie, które domaga się nowej szaty
Dzisiejsza Ewangelia stawia nas przed obrazem, który doskonale znamy z życia codziennego – przed zaproszeniem na wesele. Wiemy, jak wiele przygotowań, radości i emocji wiąże się z takim wydarzeniem. Jezus używa tego obrazu, aby opowiedzieć nam o czymś o wiele ważniejszym: o Królestwie Niebieskim i o tym, jak Bóg zaprasza każdego z nas do bliskiej relacji ze Sobą.
W tej przypowieści widzimy jednak zaskakujące i bolesne reakcje. Król wyprawia ucztę, ale zaproszeni goście odmawiają przyjścia. Mało tego, lekceważą to zaproszenie i idą do swoich codziennych spraw – jeden na swoje pole, drugi do swojego kupiectwa.
Zwróćmy uwagę, że ludzie z przypowieści nie odrzucili zaproszenia dlatego, że chcieli zrobić królowi na złość lub zająć się czymś z natury złym. Oni poszli do swojej pracy, do swoich obowiązków. Praca na roli czy handel to rzeczy dobre i potrzebne. Problem pojawia się wtedy, gdy rzeczy dobre przesłaniają nam rzeczy najważniejsze.
Jakże często ta sytuacja powtarza się w naszym życiu. Bóg mówi do nas: „Wszystko jest gotowe. Przyjdź na moją ucztę, przyjdź na Eucharystię”. A w nas pojawia się cichy głos: „Nie mam czasu. Muszę posprzątać, muszę odpocząć, muszę dokończyć projekt, zakupy, praca...”. Nie pozwólmy, aby nasze ziemskie „pola i kupiectwa” stały się ważniejsze od samego Boga. Bóg nie chce, abyśmy rzucili swoje obowiązki, ale chce zająć pierwsze miejsce w naszym sercu.
Bóg nie rezygnuje z człowieka. Gdy pierwsi zaproszeni zawiedli, Król posyła sługi na rozstajne drogi, aby zaprosić wszystkich, których spotkają: złych i dobrych. To niesamowity obraz Bożego Miłosierdzia. Kościół, ta sala weselna, jest pełna ludzi z różnymi życiorysami. Bóg nie pyta o to, czy jesteś idealny. Zaproszenie na zbawienie jest darmowym darmo danym prezentem. Każdy z nas, siedzących dzisiaj w tych ławkach, został odnaleziony na jakiejś swojej życiowej, krętej drodze i zaproszony przez Pana.
Druga część przypowieści bywa dla nas trudna i niepokojąca. Król wchodzi na salę i zauważa człowieka, który nie ma szaty weselnej. Każe go wyrzucić. Dlaczego spotkała go tak surowa kara, skoro został zaproszony prosto z ulicy?
W starożytności gospodarz często sam zapewniał odpowiednie szaty dla swoich gości przed wejściem na ucztę. Ów człowiek musiał więc to ubranie zlekceważyć. Przekładając to na język wiary: samo przyjście do Kościoła i formalna przynależność do Boga nie wystarczą. Szata weselna to łaska uświęcająca, którą otrzymaliśmy na chrzcie świętym. To życie wiarą, które owocuje w codzienności.
Nie można wejść do Królestwa Bożego, zatrzymując swoje stare, egoistyczne nawyki. Przyjęcie zaproszenia Chrystusa musi prowadzić do przemiany serca i życia. Ta szata tkana jest przez nasze codzienne wybory – przez sakramenty, modlitwę, akty miłości, przebaczenie i cierpliwość wobec bliźnich. Nie możemy stać w miejscu; łaska Boga musi w nas pracować.
Kończąc tę refleksję, stańmy w prawdzie przed Bogiem i zadajmy sobie dwa kluczowe pytania:
- Czy w nawale codziennych obowiązków, trosk i pogoni za rzeczą materialną słyszę jeszcze Boże wołanie i zaproszenie?
- W jakim stanie jest dzisiaj moja szata weselna? Czy dbam o nią w sakramencie spowiedzi, czy może jest poszarpana przez grzech i zaniedbanie?
Bóg cierpliwie powtarza nam podczas każdej Mszy świętej: „Wszystko jest gotowe. Przyjdź”. Odpowiedzmy na to miłością, pozwólmy Mu przemieniać nasze serca, abyśmy kiedyś mogli zasiąść z Nim na wiecznej uczcie w niebie.






